Gadjo Delhi

April 17, 2007

Taraching - Pindi

Kategoria: Pakistan, Zarejestrowane, Ja cyknąłem... — Jacek Karczmarczyk @ 10:42

4:40

Pobudka na jeepa do Astor

4:50

Pobudka na jeepa do Astor. Hotelarz mowi, ze rusza z nastepnej wioski (droga caly czas jest nieprzejezdna, chociaz wyglada juz na prawie gotowa) o 7ej, ale nie jest do konca przekonany, wiec wole byc wczesniej. Wypijam czekoladke i ruszam w droge. Docieram o 6ej, pol godziny przed odjazdem. Z Astor prawie od razu lapie bus do Gilgitu. Zeby nie bylo za latwo to gdzies w polowie kanionu utknela ciezarowka, przez co zaden inny samochod nie jest w stanie jechac dalej. Tak jak z Passu, tylko tutaj ruch jest troche wiekszy. Wyciagniecie ciezarowki z tarapatow zajmuje sporej grupie tubylcow jakies 20 minut (od momentu naszego przybycia na miejsce zdarzenia, ale przed nami juz troche samochodow czekalo).

Dsc_4539.jpg 

W koncu jednak ruszamy dalej, mknac z szalona predkoscia po serpentynach na skraju 100 metrowego urwiska.

13:00

Chicken karahi na obiadek, calkiem niezly i spory, po czym ruszam na dworzec PKS, gdzie lapie bus do Pindi ( a wlasciwie bus lapie mnie). Na szczescie, bo w kieszeni zostaje mi tylko jakies 30zl, wiec duzo dluzej bym tu nie poszalal.

Przydrozne Allah Akhbar:

Dsc_4578.jpg

Pryma, cos w tym stylu? Moze niekoniecznie to konkretne zdjecie, bo swiatlo bylo badziewne, ale chodzi generalnie o zasade:

Dsc_4525.jpg

 

 

April 16, 2007

Nanga Parbat (8125m)

Kategoria: Pakistan, Zarejestrowane, Ja cyknąłem... — Jacek Karczmarczyk @ 10:14

A dokladniej Herlingcostam Base Camp na wys. 3550 ;) Zwazywszy, ze na prawie 3000m wjechalem srodkami lokomocji to szalu nie ma, ale kogo to obchodzi ;P

Pobudka, dla zmylki po prawej stronie jest Raikot (7070m)

Dsc_4144.jpg

Strazniczka Nagiej Gory:

Dsc_4152.jpg

Wioska Upper Rupal, teraz pusta, ale za tydzien, moze dwa, zejda sie tutaj pasterze ze swoimi lowieckami:

Dsc_4206.jpg

Jakis pagorek obok:

Dsc_4223.jpg

A to juz wlasciwa ponadczterokilometrowa sciana sniegu:

Dsc_4243.jpg

Na poludnie od N.P.:

Dsc_4259.jpg

Wracamy sobie - ja i moj przewodnik, ktorego musialem wynajac za gruby szmal, bo kiedys w przeszlosci byly rozne incydenty typu rozboje, gwalty itp, i rzad nakazal policji pilnowac, aby nikt sie nie ruszal bez przewodnika:

Dsc_4309.jpg

Jakies dzieciecia w Rupalu:

Dsc_4362.jpg

Tuz przed Taraching:

Dsc_4383.jpg

Razem z nami z Rupala wedruja obladowane osiolki, bo Taraching jest ostatnia wioska, ddo ktorej da rade dojechac jeepem:

Dsc_4388.jpg

 

April 15, 2007

Taraching

Kategoria: Pakistan, Zarejestrowane, Ja cyknąłem... — Jacek Karczmarczyk @ 10:00

9:00

Jedziemy busikiem do Astor. Najpierw kawalek glowna trasa, potem skrecamy w boczna droge i dosc dlugo mkniemy przez gleboki kanion z rwaca rzeka daleko w dole. Widoczek mimo, ze raczej szaro-bury, robi wrazenie, tak samo jak wrazenie, ze jade gdzies wglab dzikich gor jedyna droga i gdyby po przybyciu na miejsce nastapila jakas zwalka kamieni czy sniegu to moge miec problem z wydostaniem sie. Tym wiekszy, ze konczy mi sie gotowka, a na Citibank (jedyny bank, z ktorego moge wyciagnac kase) raczej nie mam co tu liczyc.

Po drodze kolejny w tej podrozy Millitary Police Check Post. Tym razem ze sprawdzeniem kilku wybranych bagazy.

Po dotarciu do Astor dowiaduje sie w pierwszym napotkanym hotelu, ze nie ma miejsc, co mnie jednak zbytnio nie rusza, bo decyduje sie jeszcze dzisiaj jechac dalej, do Taraching.

Z braku miejsc w srodku jeepa laduje na dachu, dzieki czemu place mniej i mam rewelacyjny widok na caloksztalt. Impreza lepsza niz przyczepka w Rumunii ;) Droga od pewnego momentu robi sie raczej wyboista, wiec ciezko robic zdjecia, bo musze sie trzymac czegos obiema recami zeby nie spasc, ale krajobrazik jest calkiem calkiem.

Do Taraching nie dojezdzamy, bo kawalek przed wioska na droge zlecialo troche sniegu blokujac przejazd. “Naprawa” drogi powinna zajac dzien, moze dwa, ale teraz musze isc jakies 45 minut na piechote.

Dsc_4051.jpg

Dsc_4075.jpg

Dsc_4102.jpg

16:00

Melduje sie w hoteliku, zamawiam zarcie (bedzie gotowe za 1,5h) i wybieram sie na spacerek po okolicy.

Niestety sdlonce szybko sie chowa za gore i prawie momentalnie robi sie duzo zimniej, wiec wracam, podajac lokalnemu policjantowi swoje dane (po raz 500-tny chyba), wypijam goraca czekoladke, ktorej kilka puszek zostawila jakas ekspedycja i ide spac.

April 14, 2007

Gilgit

Kategoria: Pakistan, Zarejestrowane, Ja cyknąłem... — Jacek Karczmarczyk @ 9:21

5:30

Pobudka. Tym razem nie na wschod tylko na autobus do Aliabadu, skad mam kolejny transport do Gilgitu.

W polowie drogi mala awaria - na KKH zlatuja z gory kamienie uniemozliwiajac dalsza podroz. Po mojej stronie gruzow stoi kilka busow, po drugiej to samo. Jedyne wysjcie z tej niezwykle dramatycznej sytuacji  jest takie, ze trzeba przejsc przez przeszkode do busow, ktore jechaly z Laiabadu w strone Passu, ale w zaistnialem sytuacji beda zaraz wracac z powrotem. Przechodze 3 razy, bo za pierwszym razem zapominam zabrac plecak z dachu mojegu busa.

Dsc_4000.jpg

Po dotarciu do Aliabadu szybkie sniadanko (w knajpie na moj gest reka oznaczajacy jedzenie koles mowi, ze nic nie ma, mimo, ze widze jak inni cos wcinaja, ale w koncu udaje mi sie cos zamowic) i kolejny bus do Gilgitu. Na trasie znowu kilka osuwisk i innych przeszkod, ale wszystkie sa juz uprzatniete lub sa porobione delikatne objazdy, wiec spokojnie docieram na miejsce.

11:30

Po szybkim lunchu i mniej szybkim, ale przynajmniej skutecznym znalezieniu miejsca, z ktorego odjezdzaja busy do Astor, melduje sie w hotelu. Zbijam cene o 50Rs, ale i tak nadal wychodzi drozej niz pisza w Lonely Planet. W sezonie taki numer pewnie w ogole by nie przeszedl, wiec nie narzekam.

Kolejny punkt programu to kafejka internetowa, znajduje, ale strasznie powoli chodzi, czasem czekam kilka minut na jedna strone, wiec sobie odpuszczam.

Plan zajec koncze dopytaniem sie o busy do Rawalpindi. Nie jest to takie proste, bo tutaj jak ktos nie bardzo zna angielski to na kazde pytanie (ile, jak, kiedy itp) odpowiada “yes”/”ok” lub  “no” w zaleznosci od osoby. Albo podajac cene myli “hundred” i “thousand”. W koncu jednak udaje mi sie uzyskac informacje. Ale bilet kupie za pare dni - jak wroce z Nanga Parbat ;)

17:00

Po relaksacyjnym spacerku po miescie jestem bardziej zmachany niz po 8godzinnym treku w gorach. Na 1600m slonce grzeje nie gorzej niz w Indiach.

Sam Gilgit nie jest jakis rewelacyjnie ciekawy. Najciekawszy jest chyba widok ustawionych co chwila policjantow z dlugimi lufami, walow obronnych w postaci kilkudziesieciu workow z piaskiem czy czyms jeden na drugim, zasiekow, barykad, strzelnic i innych wojskowych terenow i budynkow. Mam wracenie, ze jest tego wiecej niz w stolicy.

Meczecik byl jednym z bardziej strzezonych miejsc, chociaz z aparatem pod lufy nie podchodzilem, wiec tutaj nic nie widac:

Dsc_4010.jpg

Jeszcze tylko ostatnie formalnosci w hotelu Ibex, czyli spisanie pakistanskimi wezykami moich danych - od razu przedstawiam sie jako “Jasek”, bo jak mowie przez “c” to na kazdej twarzy pojawia sie wielki znak zapytania. Imie ojca jakos przeszlo bez problemow, ale nazwiska juz nie podawalem, bo nie wiem czy by koles dal rade ;)

April 13, 2007

Gulmit

Kategoria: Pakistan, Zarejestrowane, Ja cyknąłem... — Jacek Karczmarczyk @ 9:43

7:00

11 godzin snu zdecydowanie wystarcza. Zbieram sie do zwiedzania Gulmitu, nieoficjalnej stolicy okolicy. Troche czekam na jakis publiczny transport, nie mam ochoty wydawac 5 stowek na wynajety samochod. W Gulmicie najpierw robie przechadzke po kolejnym moscie nad Hunza.

I bynajmniej nie chodzi o ten mostek: 

Dsc_3684.jpg

A o ten:

Dsc_3699.jpg

Nastepnie zjadam tani obiadek, bo juz zbliza sie poludnie a ja jestem prawie na czczo. Knajpa serwuje niestety tylko biriyani, do ktorego ma wstret po Indiach, ale jestem na tyle glodny, ze nie chce mi sie szukac niczego lepszego. Jedzac ogladam sobie w telewizji newsy o jakichs demonstracjach w Lahore, Islamabadzie, Karachi itp.

12:00

Wybieram sie na spacerrek do wioski powyzej. Glowna droge olewam, wspinam sie na jakas gorke czyms, co czasami stara sie wygladac jak sciezka, a czasami znika mi z oczu i ide na skuski. Docieram zupelnie przypadkiem do fortu Andra, 1/5h od wioski, do ktorej po chwili wyruszam, bo nie ma co siedziec.

Dsc_3767.jpg

 Dsc_3790.jpg

Dsc_3799.jpg

I jeszcze widoczek z okolic Gulmitu: 

Dsc_3856.jpg

Z wioski od razu spadam do Gulmitu na herbatke i posiadowe, bo jest wczesnie i nie chce mi sie jeszcze wracac do Passu.

18:20

Posiadowa trwa 3 godziny, bo nic akurat nie jedzie do Passu. Gdyby trwala 2:50 to bym zdazyl zrobic fajne ujecie zachodu z dobrego miejsca kolo mojgeo hotelu, ale niestety przybywam 10 minut za pozno. Zastanawiam sie czy jednak nie zostac jeszcze jeden dzien, ostatecznie jednak decyduje, ze spadam do Gilgitu. Zjadam chinszczaka (w sumie towar latwy do zdobycia, do granicy z Chinami jest jakies 150km) i ide spac.

« PoprzedniaNastepna »

Powered by WordPress