Gadjo Delhi

March 31, 2007

Jaisalmer - dzien pierwszy

Kategoria: Indie, Zarejestrowane, Ja cyknąłem... — Jacek Karczmarczyk @ 9:13

6:00

Budzi mnie gwar pociagu. Do Jaisalmeru jada 3, moze 4 pociagi dziennie, na kazdy z nich czeka tlum tubylcow oferujacych noclegi w hotelach. Pierwszy oferuje za 50 rupii z darmowym podwiezieniem. Troche zaspany (wyjatkowo dobrze mi sie spalo) docyzuje sie pojechac.

9:00

Po obejrzeniu filmu z Brucem Willisem na satelicie zmykam dalej, bo oczywiscie 50R to byla sciema. Ale chwile zaraz nastepny koles znow oferuje tyle samo, wiec sie zgadzam. Byc moze tez sciema, ale okaze sie pozniej. W miedzyczasie kolej oferuje mi safari, na ktore tez sie zgadzam w ramach szalenstwa pod koniec pobytu w Indiach. Place i zmykam na miasto. Rewelacja, chyba najladniejsze miasto jakie widzialem do tej pory. Fort nie do opisania, reszta miasta tez bardzo fajna.

DSC_1533.jpg

DSC_1690.jpg

 DSC_1359.jpg

Szmatki na sprzedaz, gdzies przy wejscie do fortu

DSC_1388.jpg

Jeden z licznych hoteli, ten jest raczej z tych lepsiejszych

DSC_1433.jpg

Nie wiem co:

DSC_1439.jpg

Oczywiscie co chwila znajduje przyjaciol, ktorzy chca pogadac (czytaj sprzedac cos, najchetniej szmatke za 2000 rupii) oraz cyganki i indianki pozujace za 10 rupii.
DSC_1382.jpg

DSC_1328.jpg

DSC_1397.jpg

DSC_1412.jpg

DSC_1424.jpg

Wieczor.

Odechcialo mi sie safari, nie chcialem rowniez zamienic sie na komorke z upierdliwym kolesiem z mojego hotelu (tym, ktory mi zaproponowal nocleg), strasznie byl zdegustowany z tego powodu. A ja jestem zdegustowany z jego powodu, mam nadzieje, ze jutro pojedzie na safari z innymi ludzmi i wiecej go nie zobacze.

March 30, 2007

Ahmedabad - Jodhpur

Kategoria: Indie — Jacek Karczmarczyk @ 19:02

Ranek

Ahmedabad znowu. Tym razem 5h czekania na kolejny pociag a nie ma jeszcze 7 rano, wiec wszystko pozamykane. Rikszarze jak zwykle pytaja czy nie potrzebuje hotelu, dokad jade itp. Poczatkowo mowie, ze nie nocuje w Ahmedabadzie tylko czekam na pociag, ale potem mi sie to nudzi i zaczynam sie bawic:
- Do Jaisalmeru - mowie
- Ohohoho. Nie ma pociagu, moge cie podwiezc na dworzec autobusowy
- Nie mozesz. Do widzenia.
Albo:
- To Pakistan.
- No!!
- Yes!!
Albo:
- To Gilgit (miasteczko w w Pakistanie)
- To Israel Gilgit?
- No, Pakistan Gilgit.
- No no! Israel Gilgit, Iran Gilgit, but no Pakistan Gilgit!
Nie bardzo wiem o co mu chodzilo i chyba juz sie nie dowiem.

9:00

Znajduje net, gdzie sobie spokojnie instaluje soft do zmniejszania obrazkow, wysylam paczke z Dwarki (ten zestaw ponizej). Szybkie sniadanko i 10 minut przed odjazdem wpadam na peron.

Popoludnie

Goraco. Posiedzialbym sobie w jakiejs wodzie jak hipopotam… Albo przynajmniej posmarowal kremem do opalania, bo mimo wlaczanych wiatrakow i wiatru wiejacego z okna jadacego pociagu czuje jakbym sie spalal. Potem przyczepia sie jakas grupka mlodziezy, niestety meskiej ;) i niestety nie bardzo chce sie odczepic. Na szczescie zaraz Jodhpur, papa i wysiadam z pociagu.

Wieczor.

Mmmmm…. Uwielbiam wracac do miejsc, do ktorych uwielbiam wracac ;) A Jodhpur jest chyba wlasnie takim miastem. Jak w domu. Jeszcze tu wroce za pare dni. I mam nadzieje, ze za jakis dluzszy czas rowniez. Witaj Jodhpur ;)
W planie spacerek na stare miasto, pod Clock Tower, na lassi. Oczywiscie wali stado rikszarzy, pierwszy proponuje 30 rupii, drugi 20, trzeci 10. Za dyche moge pojechac. Pewnie chce mi zaproponowac jakis hotel, ale nie wie biedak, ze ja tylko na chwile. Dowie sie przy clock tower i bedzie z tego powodu niezbyt zadowolony.
Najpierw ide do starego znajomego kawalek dalej, niestety restauracja w ktorej pracuje jest zamknieta. Wracam wiec pod C.T., kupuje lassi i spacerkiem (z przerwa na swiezy sok z granatu) wracam na dworzec.
A na dworcu pierwszy raz od nie wiem kiedy myje wlochy szamponem. Ufff jak przyjemnie ;) Juz nie wygladam jak dziecki uchodzcow z afganistanu ;) Recznik gdzies posialem, ale to nic, nadal jest bardzo cieplo, wysycham w 5 minut.
W takim upale ciezko cos zjesc. Poza porannym sniadaniem w Ahmedabadzie moja dieta sklada sie z kilku herbat, kaw, napoi typu mirinda, wody, lassi, sokow…

23:00

Jestem juz ponownie na dworcu, siedze sobie w pociagu. Trafil mi sie wagon z klimatyzacja. Tak prawdziwa a nie w postaci otwartych okien i wiatraczkow.
A w wagonie trafil mi sie dziwny jegomosc, twierdzi, ze jest “magic man”. Moze i jest, kto go tam wie. Przekonuje sie jednak o tym kiedy mowi mi cos o czym wiem tylko ja. A nawet jesli nie tylko ja, to na pewno nie mogl wiedziec tego on, po 10 minutach wspolnego siedzenia. Nie chce powiedziec nic wiecej mimo moich prosb. Moglem wziac od niego nr telefonu, wtedy bym sie dowiedzial czy to tylko przypadek czy na prawde jest magic.
Zasypam pogodnie. No moze srednio pogodnie, ale przynajmniej w wagonie z klimatyzacja.

Gujarat - fotostreszczenie

Kategoria: Indie, Zarejestrowane, Ja cyknąłem... — Jacek Karczmarczyk @ 5:56

Z braku laku tylko fotki oraz update mapy

Gdzies w okolicach Rajkotu (Gujarat, w drodze do Dwarki)

001.jpg

Gorace powitanie w Dwarce ;)
020.jpg

Krowka
002.jpg

Glowne turystyczne miejsce, stad jest zejscie do rzeczki, w ktorej kapia sie ludzie
003.jpg

Taki tam portrecik

004.jpg

O tak wlasnie sie kapia:

005.jpg

Kawalek sciany jakiejs swiatyni:
006.jpg

Gdzies obok

008.jpg
Bazar (ten budynek z tylu, chociaz przed budynkiem tez handluja, tak jak w calym miescie)

009.jpg

Jakas lala w swiatyni

010.jpg

Pare metrow dalej

011.jpg

Jakis koles:

012.jpg

Widok ogolny na deptak z drugiej strony rzeczki:

014.jpg

Kapiel

016.jpg
Inna czesc miasta

018.jpg

W koncu cos znajomego ;)

019.jpg

Takie tam:

021.jpg

Zachodzik:

022.jpg

Inne takie tam:

025.jpg

Przyprawki, z dedykacja, niestety do poprawki bo chcialem dac wieksza GO, ale moze jeszcze sie trafi cos podobnego:
026.jpg

A to juz kawalek meczetu Bat Dwarce (see mapa, wyspa na koncu Gujaratu, jak se klikniecie w punkcik i powiekszycie na maxa to zobaczycie dokladna lokalizacje noclegu, w jakiejs swiatyni co ma ponoc 7000 lat)
027.jpg

Meczet tenze od srodka:

028.jpg

Koles, ktory mieszka od 11 lat w w.w. swiatyni, przez caly ten czas przewinelo sie tu 2-3 zagranicznych turystow, jak bylem kolejny

030.jpg

March 18, 2007

Chittivarrai

Kategoria: Indie — Jacek Karczmarczyk @ 9:11

09:00

Prysznic. Pierwszy cieply prysznic w tej podrozy.

15:00

Po kilku godzinach bezczynnego siedzenia wybieram sie na spacer. Troche z nudow a troche dlatego, ze chyba sie obrazilem na flet, ktory dal sie zlamac Kartikowi. Ide do wioski Chittivarrai, godzine drogi od TS, na trasie do Kovillooru.

W wiosce mieszka M. Prapakaran, Old Chittivarrai Estate, Yellapatti Post, Munnar, 685615, Kerala, India. Spotkalem go ktoregos dnia wracajac z Kovillooru. Wymienilismy sie adresami, chociaz nie bardzo wiem po co bo nie moglem go zrozumiec, mimo, ze usilnie staral mi sie cos przekazac. Zachodze do kanciapki, gdzie pytam o pana Prakaparana, niestety nikt nie kojarzy o co chodzi. Ide wiec dalej i slysze jak ktos mnie wola po imieniu. Podchodze do grupki ludzi grajacych w karty na pieniadze (stawka 40 rupii), ale wolajacego goscia nie kojarze. Skoro jednak wie jak sie nazywam to znaczy, ze sie gdzies spotkalismy. Dosiadam sie wiec do graczy probujac zrozumiec zasady gry. Po jednej dosyc dlugiej partyjce cos czaje, ale za malo, zeby samemu zagrac, do czego namawia mnie wolajacy koles.

W przerwie chwila relaksu i lyk samogonu. No moze kilka lykow. Podobny do tego z wioski Canis Veri (chyba jednak Ganesh Veri, ale Canis mi latwiej zapamietac ;) ). Wracamy na trawke. Jestem juz prawie gotowy do gry (bynajmniej podczas picia nie nauczylem sie regul, ale to w niczym nie przeszkadza). Niestety zaczyna sie robic pozno a przede mna prawie godzina drogi powrotnej, umawiam sie wiec z wolajacym gosciem, ze spotkamy sie w TS w srode rano i odchodze.

17:00

Zdolalem przejsc 100 metrow, kiedy znow slysze wolanie. No to sie wracam, bo w sumie co innego mam do roboty, i nagle moim oczom ukazuje sie pan Prakaparan. Spotkalem go rowniez wczoraj w TS i wlasnie wtedy umowilismy sie, ze do niego wpadne. Pomagam mu wniesc do domu na gorce towar, ktorym handluje (w dzien nie wiem gdzie, ale wieczorami w swoim domu, przychodza tam dorosli po jajka i olej kokosowy oraz dzieci po cukierki sprzedawane na sztuki).

Niebawem z wioski ma jechac jeep do Munnaru, wiec bedzie przejzdzal przez TS. Czekajac na jeepa ogladam sobie wrestlemanie w telewizji podczas gdy pan Prakaparan przyjmuje klientow, a jego zona przygotowuje posilek.

Jeep sobie pojechal beze mnie, ale wroce jakim motorem, wiec czekam dalej. Zjadam upme, omlet i rybe i schodzimy do drogi. Zanim jednak zejdziemy czeka mnie sesja zdjeciowa z tubylcami (tym razem ja bylem po stronie obiektywu, sam nie bralem sprzetu) oraz kolejny lyk czegos sympatycznego. Na kolejna wizyte umawiam sie na wtorek rano.

19:30

Wracam z kolejnym jegomosciem do domu. Popijajac herbatke w kanciapie dostaje bure od Mano, ktory wlasnie wchodzi z latarka mowiac, ze mnie szukal. Ja sie nie bardzo tym przejmuje i generalnie humorek mi dopisuje (ciekawe dlaczego), o flecie juz zapomnialem. W domu czeka juz prawie gotowa kolacja, Caucilia, Caitrii i Kartik, z ktorym to Kartikiem bawie sie w “meele kiile” czyli “gora dol”, czyli we wszystko co polega na tym, ze chlopiec jest raz na gorze, raz na dole (bez skojarzen pls ;) ).

Dzis dolaczyly 2 dziewczyny z Grecji. Mano jak zwykle nowym turystom zaczyna opowiadac lamana angielszczyzna swoje fantazje, powtarzajac co jakis czas rozne fajne zwroty, w tym moje ulubione “my tell me no”, ktore do dzis nie wiem co oznacza.

March 17, 2007

Relaksik

Kategoria: Indie — Jacek Karczmarczyk @ 9:10

10:00

Jestemy po sniadaniu. Dosa zwinieta tym razem jak nasz nalesnik, tylko z nadzieniem w postacie swiezo wyskrobanych wiorkow kokosowych. Strasznie zapychajace, po 3 sztukach peka mi zoladek. Bedzie sie dobrze nicnierobilo, conajwyzej sobie pogramy z Julia na flecie, bo okazuje sie, ze podobnie jak ja wziela ze soba swoj instrument. Wolalaby wiolonczele, na ktorej grala 10 lat, ale to chyba troche za duze pudlo do targania po Indiach.

Reszta dnia

Odpoczynek na trawce, jedzenie, nicnierobienie z przerwa na pranie na podworkowym kamieniu…

Nastepna »

Powered by WordPress