Gadjo Delhi

April 11, 2007

Passu

Kategoria: Pakistan, Zarejestrowane, Ja cyknąłem... — Jacek Karczmarczyk @ 8:15

7:00

Zmywam sie cichaczem z hotelu Blue Moon z nadzieja na jakis wczesny transport do Nagyru lub Passu. Nie bardzo chce cos nadjechac wiec wsiadam do busika w przeciwna strone do Aliabadu. Tam tubylcy pokazuja mi miejsce, skad jedzie bus do Passu, podjedzie niebawem. A odjedzie dopiero jak bedzie pelny, czyli jak bedzie 18 chetnych. Troche to zajmie wiec w miedzyczasie strzelam sobie czaj i kilka knotow. Startujemy ok. 11ej.

Sklep miesny:

Dsc_2842.jpg

Tambylcy:

Dsc_2856.jpg

Ladowanie towaru:

Dsc_2867.jpg

Rakaposhi bodajze (7790m) 

Dsc_2885.jpg

Hunza:

Dsc_2901.jpg

 Poludnie

Dojezdzamy do Passu, krajobraz robi sie genialnie fantastyczny. Duzo ciekawiej niz w Karimabadzie, bardziej roznorodnie, kolorowe skalki, prawie zero budynkow i ludzi. Przy hoteliku, w ktorym nocuje stoja jakies dwa sklepy a dalej tylko KKH otoczona ze wszystkich stron gorami. Wybieram sie na kilkugodzinna przechadzke celem rozpoznania terenu i znalezienia gor, ktorych zdjecie o wschodzie slonca jest na kazdej pocztowce stad.

Dsc_2948.jpg

Dsc_2983.jpg

Dsc_3058.jpg

Dsc_3068.jpg

17:00

Wracam do hotelu, gdzie jeden koles z Irlandii przygrywa sobie na gitarze (sam probuje cos zagrac ale pozapominalem juz wiekszosc rzeczy). Pracuje z kilkoma Polakami, wiec zna pare podstawowych polskich zwrotow, glownie na literke k, ch, j itp - dogadujemy sie wiec bez problemow ;)

Na chwile wpada tez Pakistanczyk ze swoja gitara, razem z Irlandczykiem odbebniamy Hey Joe na dwa instrumeny. Jest tez gosc z Kanady i USA, obaj wlasnie wrocili z proby wspiecia sie na 5000.

Po kolejnym krotkim spacerku w strone wioski siadamy do kolacji, a potem gramy partyjke w kierki i idziem spac.

No Comments »

No comments yet.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Leave a comment

Komentowanie zablokowane

Powered by WordPress