Passu
7:00
Zmywam sie cichaczem z hotelu Blue Moon z nadzieja na jakis wczesny transport do Nagyru lub Passu. Nie bardzo chce cos nadjechac wiec wsiadam do busika w przeciwna strone do Aliabadu. Tam tubylcy pokazuja mi miejsce, skad jedzie bus do Passu, podjedzie niebawem. A odjedzie dopiero jak bedzie pelny, czyli jak bedzie 18 chetnych. Troche to zajmie wiec w miedzyczasie strzelam sobie czaj i kilka knotow. Startujemy ok. 11ej.
Sklep miesny:

Tambylcy:

Ladowanie towaru:

Rakaposhi bodajze (7790m)

Hunza:

Poludnie
Dojezdzamy do Passu, krajobraz robi sie genialnie fantastyczny. Duzo ciekawiej niz w Karimabadzie, bardziej roznorodnie, kolorowe skalki, prawie zero budynkow i ludzi. Przy hoteliku, w ktorym nocuje stoja jakies dwa sklepy a dalej tylko KKH otoczona ze wszystkich stron gorami. Wybieram sie na kilkugodzinna przechadzke celem rozpoznania terenu i znalezienia gor, ktorych zdjecie o wschodzie slonca jest na kazdej pocztowce stad.




17:00
Wracam do hotelu, gdzie jeden koles z Irlandii przygrywa sobie na gitarze (sam probuje cos zagrac ale pozapominalem juz wiekszosc rzeczy). Pracuje z kilkoma Polakami, wiec zna pare podstawowych polskich zwrotow, glownie na literke k, ch, j itp - dogadujemy sie wiec bez problemow
Na chwile wpada tez Pakistanczyk ze swoja gitara, razem z Irlandczykiem odbebniamy Hey Joe na dwa instrumeny. Jest tez gosc z Kanady i USA, obaj wlasnie wrocili z proby wspiecia sie na 5000.
Po kolejnym krotkim spacerku w strone wioski siadamy do kolacji, a potem gramy partyjke w kierki i idziem spac.