Chandier - Kovilloor - Top Station
10:00
Chyba 10-ta, nie patrzylem na zegarek bo po co, ale slonce bylo juz dosc wysoko, wiec po sniadaniu (dosa, czyli cos podobnego do nalesnikow) idziemy odwiedzic pobliska gorke i kolejna tribal village.
Mycie garow:

Umma, siostrzenica Canis Veri:

Po drodze spotykamy trzy niewiasty z Kuailuru obskrobujace drewniane pnie, ktore beda sluzyc do budowy domu. Zarabiaja 250 rupii dziennie. Czestujemy sie herbatka, robimy zdjecia, idziemy dalej.


Widoczek:

Julia:

Mano:

W wiosce ludzie, a zwlaszcza dzieciaki, szybko sie chowaja, ale nie wiem czy na widok turystow czy aparatow.


14:00
Wracamy do domu (czyli do Chandier) na obiadek i jeszcze kilka zdjec. Chwile potem zabieramy do Kovillooru (znaczy sie Kuailuru, ale teraz juz wiem jak sie to pisze) syna Mano, Katika, ktory tam urzeduje od jakiegos czasu. Stamtad lapiemy autobus do TS.
Kartik, lat 5:

Mano i Kartik:

Australijka i jakas roslina:
Kovilloor:



Wieczor
Zanim zjemy kolacje przygotowana przez Canis, musimy z godzine pomeczyc sie z dzieciakami, czyli biegac w kolko ze nimi pod pacha, wrzucac do beczki z woda itp.