Chandier
08:00
Znow byl zwierz. Tym razem tygrys chcial zjesc krowe Mano, ale jakos przezyla.
Czekamy na turystke z Australii i wspolny dwudniowy treking.
10:00
Australijka przyjezdza, mozemy ruszac. Idziemy prawie tak samo jak wczesniej chodzilem sam czy z Francuzami, tylko czasami wchodzimy na troche wyzsze sciezki, skad sa lepsze widoki na okolice.

Z jednego miejsca robie serie zdjec do zlozenia pieknej panoramy. Niestety bez statywu, ale moze cos z tego wyjdzie.
W Paratotam odbijamy w lewo kierujac sie w strone Chandier, wioski, z ktorej pochodzi Canis Veri, zona Mano. Mieszka tam cala jej rodzina, rodzice, siostra z dziecmi i pare innych osob.
Wioska prawie w calosci:

Julia:

Mano mowi, ze przeszlismy 24km, ale jakos nie chce mi sie wierzyc.
Wieczor
Posiadowa przy ognisku, dwa lyki bimberku, pyszna kolacja (ryz i kolejna wersja papki, tym razem z soja) i siadamy do wspolnego ogladania tamilskiego filmu.
Film leci z odtwarzacza VCD, ktory co chwile sie zacina, ale albo sam rusza dalej albo pomaga wlaczenie i wylaczenie sprzetu. Do czasu. Po godzinie nic nie pomaga, za to udaje sie wlaczyc inny film, ktory jednak ogladam tylko przez kwadrans a potem ide spac na twardym lozku.