Kolejne streszczenie
Nabawilem sie na karcie pamieci jakiegos syfa w Yogi Guest House i byla obawa, ze strace jakies 1000 fotek, na szczescie w Munnarze, gdzie znowu jestem i czekam na autobus do Top Station, wiedzialem, ze jest komputer, gdzie nie maja antywirusa blokujacego konto po znalezieniu czegos podejrzanego, oraz nie bardzo kontroluja co sie robi, wiec spokojnie sobie poinstalowalem co trzeba i podreperowalem karte i swoj nastroj.
A do Top Station wracam, bo tu bylo najfajniej, a 20 dni, ktore mi zostalo do konca Indii to za malo, zeby znalesc jakas porzadna wioske, w ktorej mozna by dluzej zagoscic.
A zatem pare reminiscencji z domu Mano i okolic:
Mama (Marta), corka (Cautri), siostra (Nana Jodi), corka (Caucilia):

Na lewo od powyzszego zdjecia - kuchnia:

Dzieci prawie w komplecie, brakuje jeszcze brata, ktory w bardziej tlocznych dniach emigruje z mama do innej wioski:

Wieczorne odrabianie lekcji przy ognisku:

Kawalek dalej, w drodze do Kuailuru

A to juz sam Kauilur, jakies 7km od Top Station:

J.w.

A to kuchareczka w jakiejs knajpie tamze:

a. Ech…
b. Bardzo ciekawa minimalistyczna kuchnia w stylu rustykalnym. Umiejscowione w kontekście jest mocne.
c. Odrabianie lekcji bardzo budujące!
d. Kuchareczka siakaś taka niezwykle smutna/stęskniona/…? Przykuwa uwagę.
e. Chciałem ci wpisać jakiś komentarz, to musiałem coś wymyślić, nie?
Comment by mayiv — March 13, 2007 @ 18:40
cudowne zdjecia… ty naprawde tam jestes…
Comment by emila — March 13, 2007 @ 21:57
Przesłałem Ci mejla ze sprawozdaniem z Tatr.Było fajnie. Ale Ty tez masz chyba fajnie.No to trzym się!
PS. Gdzie obiecywane kartki? Miałes je przesyłac co 2, góra 3 dni!
Comment by Qska — March 14, 2007 @ 9:52
Bardzo wzsystko łądne oczywi ście.
Comment by pierrekacze — March 14, 2007 @ 18:46
May, kuchareczka smutna, bo przeczuwa, ze zaraz opuszcze Kovilloor, ale coz, takie zycie
A jak tak Twoje potomstwo? Ciagle w drodze?
Q - tutaj listy ida 100km w 9 dni, wiec do Polski pewnie cos dojdzie za pare lat
A taterki, no coz, sniegu tutaj brakuje, ale moze w Pakistanie gdzies sie zapadne. Na 2700 nie wlazlem, na razie oddaje sie lenistwu
pozdrowka
Comment by Jacek Karczmarczyk — March 19, 2007 @ 10:37
Ach, potomstwo
Na szczęście wciąż w drodze, chociaż podobno na razie wypina się zadkiem na świat. Ale jeszcze przez 2 tygodnie mamy się tym nie przejmować
. Staram się nawiązać kontakt i prawie codziennie śpiewam brzuchowi o górniczo-hutniczej orkiestrze dętej, która nam robi paparara. W ramach eksperymentu położniczo-socjologicznego. Pozdrawiamy we trójkę (prawdopodobnie, lub też mam nadzieję
).
Comment by mayiv — March 20, 2007 @ 14:16