Final countdown
Półtora tygodnia… za mało by wszystko pokończyć, ale też za mało by dalej odwlekać to co się skończyć uda… A więc nie będzie dzisiaj pitolenia o tym, że:
- było wyjątkowo miło (jak zwykle z resztą) na dzisiejszym moim przedostatnim firmowym piwku, choć nie wszyscy mogli przybyć
- wyjątkowo miło mnie pani w ZUSie obsłużyła (a może to tylko wrażenie powstałe z konfrontacji ze wspomnieniami z dnia wczorajszego z sądu, gdzie inna pani prawie mnie zabiła wzrokiem, chyba za to, że ośmieliłem się wejść do pomieszczenia, w którym obsługuje sie petentów)
- zaczynam sobie zdawać sprawę z bliskości wyjazdu, mimo, że chyba nie zdaję sobie sprawy z ogromu wrażeń, które mnie czekają
a za to będzie przedsięwzięcie działań mających na celu pozostawienie chałupy w takim stanie w jakim chciałbym ją zastać po ewentualnym powrocie
, spakowanie tobołków i dokończenie aplikacji dla tych mniej i bardziej lubianych klientów. A zatem ostatnie 3 herbatki w kubkach, “…pour passer la melancholie” w głośnikach i do roboty!